Pomagać rolnikowi czy prześladować rolnika ma za zadanie Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolniczego? Machinę egzekucyjną wytoczyli urzędnicy przeciwko hardemu rolnikowi Piotrowi Wickiemu z Łabiszewa!
- Jak każdy Polski rolnik, miałem problemy w wyniku suszy, żywiołów i innych zdarzeń losowych. Jak każdy rolnik czasem mam problemy z płynnością finansową. Bo to w rolnictwie normalne - przekazuje Piotr Wicki, rolnik gospodarujący na 90 ha wydzierżawionych od Skarbu Państwa.
W wyniku powstałego zadłużenia, Piotr Wicki najpierw otrzymał informację o naliczeniu mu podwyżki czynszu dzierżawy nie o 25% jak ma w umowie, tylko o 455%!
A kiedy w 2018 r. pojawiły się 3 nie zapłacone raty tego horrendalnie wysokiego czynszu, Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolniczego wypowiedział umowę!
- Ja im całe to chore zadłużenie spłaciłem, płacąc do Skarbu Państwa w sumie przez niemal 20 lat dzierżawy blisko pół miliona złotych. A mimo to Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolniczego nadal angażuje państwowych urzędników, by mnie wyrzucili z tego pola. Mimo braku długu z mojej strony! - alarmuje rolnik.
Sytuacja jest szokująca, bo może wskazywać na działanie tej państwowej instytucji na szkodę Skarbu Państwa. A dodatkowo podważa zaufanie do mechanizmu wsparcia rolnika przy spłacie jego kłopotliwych należności finansowych.
- To tak jakby Kowalski przyszedł do lombardu, by odkupić swój zastawiony zegarek. Spłaca zadłużenie a kierownik lombardu mówi mu "zegarka ci nie oddam, bo miałeś długi! - wytyka obrazowo Piotr Wicki.
Rolnik ma szerokie wsparcie samorządów rolniczych oraz związku zawodowego "Solidarność" w tym zakresie. Społecznicy stoją za nim murem mając wrażenie, że ktoś przczaił się na ziemię Piotra Wickiego. A ośrodek Wsparcia Rolniczego za pieniądze Skarbu Państwa wspiera nie rolnika, ale jakiegoś nowego biznesmena!
O tę sprawę będziemy pytać szefa Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolniczego. Oraz Ministra Rolnictwa, czy tak ma wyglądać "Nowy Ład" w polskim rolnictwie?
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?