Przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu niemiecki Jugrndamt dąży do wywiezienia z Polski dwójki polskich dzieci pochodzenia romskiego do swojego urzędu w Hamburgu! Traktując Polskę jako miejsce, które należy sobie podporządkować!
Film dołączony do niniejszego tekstu zrealizowaliśmy w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu 28 października 2020r. To pod sygnatura XIII Ns 239/20 toczy się sprawa z powództwa Urzędu ds. Młodocianycb Hamburg-Śródmieście o wydanie dwójki polskich dzieci mieszkających w okolicach Opola.
O tej bulwersującej sprawie pisaliśmy już a wszystkie artykuły znajdziesz pod linkiem:
Jak to się dzieje, że dzieci mając polskie obywatelstwo, mieszkająw Polsce razem z mamą i tatą a niemiecki Jugendamt domaga sie wyrwania ich z Polski? I osiedlenia na siłę Hamburgu, u obcych ludzi?
To konsekwencja zniewolenia najmłodszego, 6-letniego dziecka właśnie w rodzinie zastępczej, w Hamburgu. Judendamt zamiast oddać dziecko polskim rodzicom, wymyślił sobie wyrwanie z Polski pozostałej dwójki rodzeństwa. By zadowolić niemieckich rodziców zastępczych.
- Najgorsze, że Niemcy wykorzystują do tego realizacji tego podłego przedsięwzięcia polskie kobiety. Zarówno prokurator Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu jaki polską prawniczkę. Która za niemieckie pieniądze reprezentuje przed wrocławskim sądem niemieckie interesy przeciwko polskim dzieciom i polskim rodzicom - przekazuje Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patriot24.net i Telewizja.Patriot24.net
W obronie tej polskiej rodziny stanął wrocławski adwokat specjalizujący się w sprawach dotyczących dzieci Rafał Ziglewski. Już na pierwszej rozprawie w lecie tego roku skutecznie zablokował niemieckie roszczenie dotyczące wydania dzieci do Niemiec, na czas rozpatrywania sprawy przez wrocławski Sąd.
Jego argumenty związane z koniecznością pozostania dzieci w Polsce i odrzucenia niemieckiego wniosku przedstawia w wywiadzie dołączonym do naszego filmu.
Sąd pod przewodnictwem sędzi Sylwii Krajewskiej przesłuchał 28.10.2020 jako świadka matkę dzieci. Ta, po wyjściu z sali przed naszą kamerą opowiedziała o dramacie, który spotkał ją w relacji z niemieckim urzędnikami (można zobaczyć to na naszym filmie)
Sąd droczył to postępowanie bo przedstawicieka Jugendamt miała poinformować w ciągu 7 dni czy niemiecka organizacja wycofa swój chory wniosek. Dziś wiemy, że Jugendamt tego nie zrobił i dalej wyciąga łapy po polskie dzieci.
Mając prawne racje, humanistyczne argumenty i unijne prawo, obecnie adwokat Rafał Ziglewski dodatkowo rozpoczyna działania na mające na celu odzyskanie z Hamburga najmłodszej, 6-letniej dziewczynki oraz jej powrót do mamy i taty w Polsce.
- Europoseł Patryk Jaki niedawno powiedział że działania Unii Europejskiej na wniosek Niemiec dążą do skolonizowania Polski. Przykład z Wrocławia pokazuje dobitnie, dokąd sięgają macki niemieckich organizacji działających rzekomo w zgodzie z praworządnością Unijną - komentuje Robert Rewiński.
- Skoro Bruksela organizuje targi handlu dziećmi a teraz popiera działania interwencyjne Niemiec w Polsce, to jest bardzo poważny sygnał alarmowy, że teza Europosła Patryka Jakiego wymaga bardzo poważnej analizy - dodaje nasz Redaktor Naczelny.
Wszelkie nowe informacje na temat tego skandalu będziemy przekazywać na bieżąco również, poprzez naszego Facebooka i naszą stację Telewizja.Patriot24.net
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?